Światło NIEzastane

Żeby nie wychodzić z wprawy (o ile wogóle jakaś “wprawa” u mnie jest), popstrykałem żonie trochę portretów. Niestety walka ze światłem zawsze na początku “sesji” wprawia mnie w nastrój załamania nerwowego, które mija w miarę wykonywania kolejnych fot. Nie wiem czy wszyscy tak mają czy tylko ja, ale jedno jest pewne – przydałoby mi się nieco praktycznych uwag dot. panowania nad światłem, uzyskiwania zamierzonych celów, ale co ważniejsze – tworzenie dobrych pomysłów na ustawiane foty.
Tak czy inaczej nie poddaje się i próbuję walczyć z własnymi niedoróbkami i słabościami w temacie sztucznego światła :)

Dzisiaj pokazuję tylko jedną fotę, bo gonią mnie inne zajęcia i nie mam czasu na obróbkę wszystkich fot z wczorajszego wieczoru. Reszta później.

P.S. Jak narazie zdecydowanie wolę światło zastane :)


About this entry